Lobotomia, tragiczna pomyłka lekarzy
W okresie między 1935 a 1960 wykonano w USA blisko 50 tyś zabiegów polegających na przecięciu połączeń pomiędzy płatami czołowymi mózgu a wzgórzem. W efekcie tego dość drastycznego zabiegu, uważanego za wspaniałą metodę terapeutyczną, blisko 60% pacjentów umierało, pozostała część, wykazywała zaś tendencje do ustąpienia objawów. Objawy te były bezpośrednią przyczyną zalecenia wykonania lobotomii i najczęściej wiązały się z chorobami natury psychotycznej, rzadziej - głębokiej depresji lub nerwicy natręctw.
Lekarze podejmowali decyzje w myśl której, bardziej humanitarnym było pozbawienie człowieka pamięci, poczucia tożsamości i stworzenie z niego średnio rozumnego warzywa, niż pozwolenie na przeżywanie halucynacji i omamów.
Egas Moniz, twórca lobotomii, zdążył jednak - zanim odkryto jak szkodliwa i nieludzka jest to metoda, otrzymać nagrodę Nobla. Freeman - odkrywca metody zwanej lobotomią czołową, próbował z zabiegu wbijania szpikulca w oczodół i przecinania wiązań zrobić zabieg ambulatoryjny. Był zresztą dość biegły w swoim fachu, realizował bowiem około 4 zabiegów dziennie.
Ci pacjenci, którym udało się przeżyć zabieg, przestawali wprawdzie odczuwać nadmierne pobudzenie - ale za to wpadali w apatię lub okazywało się, że są zupełnie pozbawieni emocjonalności. Inni ku odmianie, wykazywali daleko idące rozhamowanie, zwłaszcza w obszarze popędów seksualnych. Większość cierpiała na padaczkę pooperacyjną oraz deteriorację osobowości.
Dziś, medycyna wstydzi się swoich odkryć, choć gdyby nie środki psychotropowe, które rozpoczęto stosować w latach 50 tych, być może dalej "uziemialibyśmy" pacjentów psychiatrycznych psychochirurgią. Wstyd jest jednak spory, o czym świadczy choćby przykład Norwegii, która wprowadziła rekompensaty dla pacjentów poddanych lobotomii. Wprawdzie w Norwegii lobotomię miało przeprowadzoną 2005 pacjentów, jednak do czasu ustalenia warunków rekompensaty dożyło tylko 500, z czego po zadośćuczynienie w wysokości 10 tyś £ zgłosiło się 150 osób.

